ODPOWIEDZI PYTANIE - ODPOWIEDŹ

Książę z bajki, czyli czy prawdziwa miłość istnieje ?

Książę z bajki? Trochę infantylne? A może zbyt idealistyczne? Może! Ale błagam! Niech rzuci kamień ta, która choć raz nie marzyła, o spotkaniu idealnego faceta, z którym życie będzie bajką z happy endem. I oczywiście, nie mówimy tu o problemach, które zawsze są, czy różnicach w charakterze. Bo bądź co bądź, bajka czy nie, znajdą się jakieś potwory, czarownice i tysiące innych przeszkód, które staną na drodze miłości. Osobiście, nie znam nikogo, kto nawet, jeżeli głośno tego nie przyzna, nie pragnie poznać kogoś, przy kim poczuje to COŚ.

 Cholera! Jak kochać to księcia, a jak kraść to miliony. Ja tam zawsze byłam i pewnie do końca życia będę idealistką. Nie sprzedam duszy diabłu i choćbym miała chodzić głodna, nie ugnę się. Moje wartości i zasady są nienaruszalne. Tak już to słyszałam…, że naoglądałam się za dużo filmów, że bujam w obłokach i w ogóle to marze o czymś, co nie istnieje. Bla bla bla. Być może tak jest! Ale nawet jeżeli, to co? 🙂 Uśmiecham się do tych, co podcinają mi skrzydła i idę dalej. Bo ja po prostu wierzę, a to jest silniejsze niż wszystko. Ale do rzeczy. Zaraz stuknie mi 30stka i życie zdążyło już mnie trochę doświadczyć, szczególnie w temacie miłości.

#pierwsza miłość

Było pięknie, cudownie i magicznie. Zakochani po uszy od pierwszego wejrzenia, wierzący w „do końca życia i o jeden dzień dłużej”. Kosmiczne rachunki za setki przegadanych minut, bo kilka godzin spotkania nie wystarczyło. Noc była za krótka, a pobudka o 7 rano i sprawdzian na drugi dzień nie były przeszkodą. Ciągle było za mało i słuchawki nikt nie chciał odłożyć pierwszy. Sekretne wzgórze, z którego było widać pięknie oświetlone miasto i niebo pełne gwiazd, pluszowy misiak oraz wiersz miłosny, były pełnią szczęścia. Nic nie było potrzebne, kiedy miłość była wszystkim. Uczyliśmy się siebie nawzajem i wspólnie poznawaliśmy świat. Ale byliśmy zbyt młodzi, by zrozumieć przeciwności, zbyt zbuntowani, by znaleźć kompromis. Dwie silne jednostki, uparte osły, ciągnące koniec liny na swoją stronę. I tak, w tym uniesieniu, marzenia uleciały gdzieś wysoko i prysły niczym bańka mydlana. Bolało jak cholera.

#kolejne porażki

A potem było coraz więcej tego, co nazywamy dziś doświadczeniem życiowym, zawodem, nie tylko miłosnym, ale takim ludzkim. Niepowodzenia, porażki, zdrady, kłamstwa, faceta, przyjaciółki, koleżanki z pracy. A najgorszy moment, kiedy myślisz sobie, że w końcu znalazłaś to, czego szukałaś przez całe życie, a pewnego dnia budzisz się i okazuje się, że już tego nie ma, skończyło się, jak sen o poranku. I po raz kolejny siadasz na kanapie, wpatrzona w przeszłość i myślisz sobie „naprawdę?”. Pytania wiercą dziurę w brzuchu, kolejne wino znika z lodówki, a Ty słyszysz powtarzające się dookoła „czas leczy rany”. Jedyne, na co masz ochotę to rzucić telefonem w ścianę, trzasnąć drzwiami i zniknąć na jakiś czas. Jasne, co Cię nie zabije, to Cię nie zabije, jak sama tego nie zrobisz, ale ile cierpienia przyniesie to wiedzą Ci, których to spotkało. Czas nie leczy ran, goi owszem, a te wszystkie cholerne gorsze chwile, nie wzmacniają, ale na szczęście uczą.

#lekcja 1

Porażka to nie lekcja, by dwa razy tego samego nie robić. Bo tak, jak nie istnieją dwie takie same sytuacje, tak każdy człowiek i relacja jest totalnie inna. To, co sprawdza się w jednym przypadku, w drugim, być może nie zadziała. Kryzysy są nauka, dzięki której poznajesz siebie, swoje granice i to, co dla Ciebie jest najważniejsze. I nawet jeżeli nie chcesz w to uwierzyć, to kiedyś zrozumiesz, że wszystko jest po coś. Być może nawet poczujesz wdzięczność. Ok, może przesadzam z tą wdzięcznością. Ale na pewno, mimo że nie chciałabyś tego przeżywać drugi raz, dziś wiesz, że gdy nie to, to nie poznałabyś tych wspaniałych ludzi, którzy dziś są z Tobą i nie znalazłabyś się w tym miejscu, w którym jesteś.

#lekcja 2

Kiedy spotyka się dwoje ludzi, to choćby byli dwoma połówkami z przypowieści, to nie będzie happy endu, jeżeli, kurka blaszka, nie będzie tam czegoś więcej niż oczekiwania i wyobrażenia. Sukces relacji, właściwie każdej, czy tej w domu, w pracy czy z przyjaciółką jest, jak budowa wieży. Musimy mieć wspólny kierunek i plan budowy. Inwestujemy czas, uczymy się, jak się komunikować, staramy się zrozumieć i idziemy niejednokrotnie na kompromis. Stawiamy na solidne podstawy, a potem wspólną zespołową pracą, układamy cegiełkę, po cegiełce budując kolejne piętra. Bo miłość to nie coś, co spada z nieba, to praca, tylko że z odpowiednią osobą.

##prawda

Mimo wszystkich doświadczeń, nadal wierzę, że miłość potrafi przenosić góry i jest najpiękniejszym uczuciem ever! Codziennie zakochuję się w nowych ludziach i ich inspirujących historiach. Odkrywając kolejny piękny zakątek świata i wpatrując się w ten sam, a jednak inny zachód słońca, czuję motyle w brzuchu. Bo dopiero, gdy wypijesz herbatę z samotną straszą Panią, mieszkającą za rogiem, gdy podarujesz lizaka małej dziewczynce mieszkające w gambijskiej wiosce pośród niczego i gdy wysłuchasz kogoś obcego napotkanego na ulicy, dowiesz się, że miłość ma tysiące odcieni i jest jej pełno dookoła, tylko wystarczy się otworzyć i wierzyć.

Dziś już nie czekam na księcia na białym koniu. Tak, mam chłopaka, ale to nie dlatego. Po prostu uwierzyłam, że to ja jestem tym księciem i tylko ja mogę sprawić, że życie będzie bajką, taką, którą sama napiszę.

 

Ściskam,

Charlotte

No Comments
Previous Post
9 lutego 2019

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Related Posts